Wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Dopiero po chwili zrozumiałam gdzie jestem. Leżałam na łóżku w sypialni.
- Dzień dobry - powiedział Adrian opierając się o framugę drzwi. - Długo spałaś.
Spojrzałam na zegarek, który stał koło łóżka.
- Już 13? - spytałam patrząc z przymrużonymi oczami na zegar.
- Jak widać. Ubierz się. Chciałbym ci coś pokazać.
- Daj mi 10 minut. - uśmiechnęłam się do niego.
Odwzajemnił uśmiech i wyszedł zamykając drzwi za sobą.
Szybkim krokiem podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarną koszulkę i dżinsy. Zrobiłam lekki makijaż i rozczesałam włosy.
Zbiegając po schodach usłyszałam, że Adrian z kimś rozmawia. Chodził niespokojnie po kuchni.
- Przecież wiesz, że to nie jest łatwe zadanie - szeptał do telefonu - Mary jest w niebezpieczeństwie. Nie wiem czego mam się spodziewać. Napastnik może nas obserwować i zaatakować w każdej chwili. Chris, wiem, że naszym zwierzchnikom nie spodoba się jeśli coś jej się stanie. Postaram się wszystkiego dopilnować. Daj mi szansę. Ten jedyny raz. - rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
Szybko wróciłam na schody. Zeszłam jeszcze raz, gdy Adrian stanął w holu. Przyglądał mi się.
- Gotowa?
- Chyba tak.
- Daj kluczyki od samochodu i zakładaj kurtkę. Zimno jest.
Posłusznie podałam mu kluczyki i weszłam do przedpokoju. Jednym ruchem założyłam buty i sięgnęłam po skórzaną, czarną kurtkę. Wyszłam przed dom i zamknęłam drzwi.
Było chłodno i ponuro. Czułam jak wiatr buja moimi włosami. Podeszłam do samochodu, w którym czekał na mnie Adrian. Usiadłam na miejscu pasażera.
- Dokąd jedziemy? - spytałam zapinając pasy.
- Zobaczysz. - powiedział zakładając przeciwsłoneczne okulary.
Wydało mi się to dziwne, ponieważ słońce zasłaniała gruba warstwa chmur. Może chciał mnie gdzieś wywieźć? Nie. To niemożliwe.
Po 30 minutach dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy na niewielkim parkingu. Wokół była ogromna polana.
- Załóż to. - polecił mi Adrian stając za mną.
Odwróciłam się. W ręku trzymał chustę. Spojrzałam na niego pytająco. Uśmiechnął się.
- To miała być niespodzianka, prawda?
Odwróciłam się do niego plecami.
- Załóż. - rozkazałam.
Przed oczami jedynie co widziałam to czarny obraz. Wiedziałam, że jest to jego apaszka. Pachniała słodyczą.
- Ufasz mi? - zapytał.
- Sama nie wiem. Mam tylko nadzieję, że się nie przewrócę. - uśmiechnęłam się.
Pociągnął mnie lekko za rękę i instruował mnie:
- Uważaj! - krzyknął.
Potknęłam się o wielki kamień. Zanim jednak upadłam, Adrian skoczył i złapał mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie - otrzepałam się. - Następnym razem powiadom mnie wcześniej zanim w coś wejdę.
Stanął obok mnie. Jedną ręką trzymał mnie za biodro a drugą złapał mnie za rękę. Znowu poczułam jego zapach.
Po kilku minutach zatrzymał mnie. Odwiązał apaszkę i zdjął mi ją z oczu.
- I jak? - zapytał.
Stanął obok i przyglądał mi się z uśmiechem.
Stałam przed jeziorem. Wokół rosły różnorodne drzewa. Słyszałam śpiew ptaków.
- Jest... Tu jest pięknie. - wymamrotałam.
- Wiedziałem, że ci się spodoba - stwierdził z uśmiechem. - Usiądziesz?
Spojrzałam na niego. Ręką wskazywał ławkę za mną. Cofnęłam się kilka kroków i usiadłam na drewnianej, starej ławce. Adrian poszedł w moje ślady i w jednej chwili znalazł się obok mnie.
- Dlaczego mnie tu przywiozłeś?
- Należy ci się chwila tylko dla siebie. Chciałem, żebyś choć na chwilę zapomniała o problemach.
- To miło z twojej strony.
Wpatrywałam się w jezioro. Chciał, żebym zapomniała o swoich problemach. Ciekawe. Zastanawiałam się o co chodziło dziś rano. Nasze spotkanie to nie przypadek? Chęć poznania kogoś o tych samych zainteresowaniach? Kto jest jego zwierzchnikiem? O co tutaj chodzi?! Nie wiedziałam, czy zapytać się go o ten telefon.
- Chciałabym wiedzieć o tobie więcej. - stwierdziłam po chwili namysłu.
- A co dokładnie? - zapytał wpatrując się we mnie swoimi jasnozielonymi oczyma.
- Gdzie pracujesz?
Zastanowił się chwilę.
- Pracuję w sklepie. Na Kendell Street.
- A kim jest dla ciebie Chris?
- Przyjacielem.
- Nie pracuje z tobą?
- Nie. Dlaczego pytasz?
Powiedzieć mu prawdę?
Słońce powoli nurkowało w jeziorze.
- Słyszałam.
- Co słyszałaś?
- Twoją rozmowę z Chrisem. Dziś rano.
Mówiłam niepewnie. Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Zdenerwował się i gwałtownie wstał. Przeczesał palcami włosy.
- Ile? Długo mnie podsłuchiwałaś?
- Nie. O co z tym chodzi? Dlaczego mnie pilnujesz? Jakie zadanie?
- Nie mogę ci powiedzieć. Nie powinnaś mnie szpiegować.
- Schodziłam po schodach. Usłyszałam za dużo. Nie podsłuchiwałam, to był przypadek.
- Jednak nie powinnaś.
- Powiesz mi?
- To nie czas, Mary - nachylił się przede mną i szepnął. - Może kiedyś. Nie jesteś teraz gotowa aby poznać prawdę.
- A kiedy będzie?
- Nie wiem. - przyznał i wyprostował się.
Wstałam i podeszłam do brzegu jeziora. Słońce już prawie zaszło za horyzont. Adrian stanął za mną i podał mi różę.
- Kiedyś ci powiem. Jeszcze nie mogę. Moi zwierzchnicy nie daliby mi żyć. Przysłaliby do ciebie innego chłopaka. Prawdopodobnie Chrisa. Musisz wiedzieć jedno, Mar - nachylił się i szepnął mi do ucha. - Jesteś bezpieczna i nic ci nie grozi. Przyjęłam różę i odwróciłam się do niego przodem. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Spojrzałam w jego oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Przyjrzałam się róży i znowu skierowałam wzrok na Adriana.
- Kiedyś? Jak długo mam czekać aby dowiedzieć się kim jesteś?
- Nie długo, Mar. Nie długo. - złapał mnie za rękę.
- Ufam ci - przytuliłam się do niego. - Ufam, że mnie nie okłamiesz.
- Nigdy. Nie potrafiłbym. - położył mi rękę na głowie.
Staliśmy przytuleni do siebie przez kilkanaście minut. Nie chciałam go puszczać. Czułam się bezpieczna w jego obecności.
- Musimy wracać. - powiedział.
Nie puścił mnie. Może wiedział? Wiedział, że czuję się swobodnie? Nie wiem. Nie obchodziło mnie to.
- Odwieziesz mnie?
- Jasne. Chodź. - powiedział.
Objął mnie ramieniem. Szliśmy ścieżką miedzy łąkami. Nie odzywaliśmy się.
Docierając do samochodu powiedziałam:
- Zostaniesz u mnie?
Przystanął i wpatrywał się w moje oczy.
- Jeśli tego chcesz. Dobrze, zostanę.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Usiadłam i czekałam aż ruszymy. Adrian odpalił silnik. Światła się zapaliły a przed samochodem stał wysoki mężczyzna. Miał czarną, skórzaną kurtkę, czarne spodnie i buty. Szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Otworzył drzwi i szarpnął mną tak mocno, że upadłam na ziemię. Chwycił mnie za włosy i, ciągnąc mnie po ziemi, otworzył drzwi czarnego SUVa stojącego nieopodal. Wepchnął mnie tam i zamknął.
Ruszył w stronę Adriana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz