- Idę do sklepu. Kupić wam coś? - zapytała Kate szukając drobnych w portfelu.
- Nie, dziękuję. - powiedziałam i usiadłam na ławce.
Ten dziwny telefon. Nie dawało mi to spokoju. Bałam się oderwać wzrok od jasnozielonej trawy aby spojrzeć na przyjaciółkę. Bałam się, że zobaczę mordercę, porywacza. Nie wiedziałam, czy mogę zaufać Adrianowi. Nie znałam go i nie byłam pewna, czy mam wierzyć w jego słowa.
- Ja poproszę Colę - powiedział Adrian. - Pieniądze oddam ci jutro.
- Nie trzeba. - powiedziała Kate zamykając portfel.
Odeszła. Zostałam sama z Adrianem. Czułam się niekomfortowo. Jak zacząć rozmowę?
- Ej, nie bój się - powiedział siadając obok mnie na ławce. - Masz tak przerażoną minę, że sam zaczynam się bać.
- Ja... Czy to prawda?
- Co? - nie zrozumiał - Chodzi ci o ten telefon? Słyszałem to i owo na ten temat. Ale nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy jest to prawda. - pochylił się i chwycił mnie pod brodą tak, że byłam zmuszona patrzeć w jego oczy. - Jeśli się boisz, mogę cię odprowadzić do domu.
Przyglądał mi się a ja nie mogłam odwrócić wzroku. Było około godziny 12:00. Razem z Kate planowałyśmy iść na zakupy, jakiś obiad i kolację.
- Nie jestem pewna.. - odwróciłam gwałtownie głowę i znowu wpatrywałam się w trawę.
Patrzył na mnie. Czułam na sobie jego wzrok. Wiedziałam, że nie odpuści. Jak każdy facet. Postawi na swoim. Nie pomyliłam się.
- Ale ja jestem. Odprowadzę cię - mówiąc to spojrzał na polanę przed nami. - Nie chcę, żebyś się bała.
- Czemu to robisz? Czemu zależy ci na moim bezpieczeństwu? - odważyłam się spojrzeć na niego.
Do oczu napłynęły mi łzy. Bałam się. Bałam, że stanie się coś złego. Nie mogłam czuć się pewnie i bezpiecznie na otwartym terenie. Czułam się obserwowana. Osaczona. To absurdalne. Przecież w pobliżu jest tylko Adrian. Co się ze mną dzieje? Nigdy nie odczuwałam tak silnie swoich emocji.
- Ponieważ - spojrzał na mnie ze współczuciem - zależy mi na bezpieczeństwu innych. Mam też nadzieję, że to wszystko to bzdura i nic ci się nie stanie.
- Gazeta... - teraz do mnie dotarło.
- Hmm..? - przechylił głowę i przyglądał mi się pytająco.
- Dziś rano czytałam gazetę. Porwano 7-letnią dziewczynkę. W Parku Narrowstreets - wstałam gwałtownie. - musimy stąd iść!
- Mary, spokojnie. Nic ci nie grozi.
- Nie rozumiesz?! A jeśli to prawda i grozi mi niebezpieczeństwo?
- Jestem tu - wstał i przytulił mnie. - Nie pozwolę by ci się coś stało.
Zapłakana wyrwałam się z jego uścisku. Cofnęłam się do tylu i wpadłam na Kate.
- Wszystko w porządku? - spytała.
- T-tak... Wszystko w porządku. - powiedziałam ocierając łzy i ponownie usiadłam na ławce.
Po 13:00 wybraliśmy się na zakupy. W centrum zeszło się nam ponad 5 godzin. Zanim jednak się rozstaliśmy postanowiliśmy zjeść wspólną kolację w KFC. Kate poszła zamówić a ja znów zostałam sama z Adrianem.
- Gdzie zostawiłaś samochód? - spytał po dłuższej chwili milczenia.
- Samochód? Koło parku.
- Pójdę tam z tobą - mówił obojętnie, czytał gazetę. - Chyba, że nie chcesz.
Nie odezwałam się. Jednak po chwili zastanowienia powiedziałam:
- Myślałam, że koniecznie chcesz mnie odprowadzić.
- Chcę - powiedział odkładając gazetę. - Nie będę się jednak narzucać. Zdecyduj.
- Mogę ci zaufać? - spytałam niepewnie i spojrzałam w jego jasnozielone, głębokie oczy.
Nachylił się nad stołem. Nasze twarze znalazły się w oddali zaledwie jednego oddechu. Czułam jego wodę kolońską. Pachniał słodyczą.
- Myślę, że możesz - powiedział z nonszalanckim uśmieszkiem. - Ale zależy to od ciebie. Jeśli chcesz mi zaufać to zaufasz, jeśli nie chcesz to nie.
Usiadł z powrotem i oparł się wygodnie. Nie odezwał się więcej.
Po kilku długich minutach przyszła Kate z kubłem pełnym kurczaków.
- Dobrze - powiedziałam, gdy Kate poszła po napoje. - Zaufam ci.
Odpowiedział mi uśmiechem.
Zjedliśmy cały kubeł w zaledwie 10 minut. Od rana nic nie miała w ustach i to było coś o czym marzyłam - kolacja z przyjaciółmi.
Przed centrum rozstaliśmy się. Kate ruszyła w stronę swojego domu, a ja z Adrianem poszliśmy po mój samochód.
- Miło mi. - powiedział nagle.
- Co? - nie zrozumiałam.
- Miło, że mi zaufałaś.
- Nadal nie jestem pewna swojej decyzji. - powiedziałam z uśmiechem.
Było ciemno. Ulicę rozświetlało kilka latarni, które migotały. Usłyszałam szelest w krzakach. Przystanęłam i zobaczyłam postać. Cofnęłam się. Mrużyłam oczy aby dostrzec twarz "napastnika". Postać wyłoniła się z krzaków. Spojrzał na mnie.
- Chris! - zawołał Adrian z uśmiechem.
- Adrian? Co ty tu robisz o tej godzinie z.. nią? - wskazał na mnie głową.
- To jest Mary - powiedział. - Mary to jest Chris.
- Miło mi. - powiedziałam z bijącym sercem.
- Mi również. Dokąd idziecie?
- Po samochód do Parku Narrowstreets.
- Mogę się zabrać z wami?
- Mary...
- Jasne - nie dałam mu dokończyć. - Znaczy.. jak chcesz.
Ruszyliśmy w trójkę. Opowiadali sobie jakieś historie ale ich nie słuchałam. Nadal rozmyślałam nad tym telefonem. Wyciągnęłam go z kieszeni dżinsów i sprawdziłam czy nikt nie dzwonił. Przy zakupach wyciszyłam telefon. Miałam nadzieję, że w ten sposób o wszystkim zapomnę. Rozglądałam się dookoła.
- Mary, wszystko w porządku? - Adrian złapał mnie za ramię.
Odskoczyłam i powaliłam go na zimie. Byłam przerażona. Dopiero po chwili zrozumiałam co zrobiłam.
- O mój Boże! Przepraszam, Adrian. Ja .. Ja nie chciałam. - próbowałam pomóc mu wstać.
- Wszystko w porządku, Mary. - powiedział z uśmiechem.
Chwycił rękę Chrisa i wstał. Złapał się za głowę i jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- No, no. Nie wiedziałam, że potrafisz się bronić. - stwierdził przeczesując włosy.
- Przepraszam. - wyszeptałam.
- Nic się nie stało. Chodźmy. Zrobiło się późno.
Spojrzałam na zegar. Wskazówki pokazywały godzinę 20:23.
Dotarliśmy do mojego samochodu. Zaczęłam przeszukiwać torebkę. Znalazłam kluczyki i chciałam wsiąść do samochodu. Zanim jednak usiadłam na miejscu kierowcy Adrian złapał mnie za rękę.
- Pozwól, że poprowadzę - obszedł samochód i otworzył drzwi od strony pasażera. - Proszę.
Niechętnie podałam mu kluczyli i wsiadłam do auta. Usiadł za kierownicą, pożegnał się z Chrisem i odpalił silnik. Powoli wyjechaliśmy z parkingu.
- Dokąd? - spytał.
Powiedziałam mu jak dojechać i zapatrzyłam się w ciemność za oknem.
- Mieszkasz sama?
- Czemu pytasz?
- Zastanawiam się, czy nie lepiej będzie jeśli zadzwonisz po kogoś. No wiesz, żeby u ciebie nocował.
Popatrzyłam w jego stronę. Spojrzał się na mnie. Parę sekund później znów patrzył na drogę.
- Adrian?
- Tak?
- Mógłbyś ze mną zostać? - spytałam wpatrując się w punkt znajdujący się daleko przed nami.
- Czekałem aż to zaproponujesz. - zaśmiał się głośno.
Dojechaliśmy do mojego domu. Adrian oddał mi kluczyki od samochodu. Szybko znalazłam klucze od domu, otworzyłam je i wślizgnęłam się do środka.
- No, no. Ładne mieszkanie. - stwierdził.
Rozglądał się jak Zoey dziś rano. Teraz sobie przypomniałam. Powinnam do niej zadzwonić. Wyciągnęłam telefon i wybrałam jej numer.
- Halo? - zapytała zaspana.
- Zoey? Jesteś u babci?
- Tak. Coś się stało?
- Nie. Chciałam tylko wiedzieć, czy cała doszłaś do domu.
- No to szybka jesteś, Mar - powiedziała ze śmiechem. - Przepraszam cię. Nie mam teraz czasu rozmawiać. Zadzwonisz jutro?
- Oczywiście. Śpij dobrze.
Rozłączyłam się. Dopiero teraz zrozumiałam, że Adrian siedzi na małej sofie w przedpokoju i mi się przygląda.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
Zaprosiłam chłopaka, którego ledwo znałam, do domu. I to na noc! Co ja zrobiłam? Może czułam się z nim bezpieczniej? Sama nie wiem, ale ogarnął mnie niepokój.
- Nic. Po prostu staram się ciebie, że tak powiem, rozgryźć.
- Rozgryźć?
- Tak. Nie wiem o tobie wszystkiego. Chciałbym cię lepiej poznać.
- W takim razie pytaj.
- To nie miejsce i czas na takie rzeczy. Masz coś do picia?
Wskazałam mu wejście do kuchni. Weszłam do pokoju i wyjęłam dwie szklanki.
- Czego sobie życzysz? - spytałam.
- A co masz? - odpowiedział pytaniem na pytanie, rozglądając się po kuchni.
- Może być sok jabłkowy?
- Tak.. - zauważył gazetę, którą rano czytałam. - To ten artykuł? Z tą dziewczynką?
- Tak - podeszłam do niego z sokiem. - Proszę. Nie mówmy o tym, dobrze?
- Jasne. - odłożył gazetę.
Poszłam na górę i przyniosłam mu pościel. Rozłożyłam kanapę w salonie i przygotowałam łóżko. Adrian siedział na fotelu obok i przyglądał się jak pracuję. Starałam się nie zwracać na to uwagi i nie pokazywać, że mi to przeszkadza.
- Gotowe. - powiedziałam dumna z siebie, że wytrzymałam jego wzrok.
- Masz może wino?
- Wino? Możliwe.
Sięgnęłam po kluczyk i otworzyłam barek. Wyciągnęłam czerwone wino i dwa kieliszki.
- Może być? - pomachałam butelką w powietrzu.
- Podaj. Naleję.
Napełnił kieliszki. Usiadłam naprzeciwko niego. Oddzielał nas stolik do kawy. Oparłam się wygodnie i upiłam mały łyk wina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz