Zerwałam się na równe nogi i biegnąc do drzwi od sypialni sięgnęłam po szlafrok. Zbiegłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Zaparzyłam kawę. Nie wyobrażam sobie dnia bez kofeiny. Upiłam łyk i usiadłam przy małym stoliku, który stał w rogu pomieszczenia. Sięgnęłam po gazetę i, przeglądając najświeższe wiadomości, rozmyślałam o dzisiejszym dniu.
Kate - moja najlepsza przyjaciółka, z którą znam się od przedszkola, miała dzisiaj na mnie czekać w Parku Narrowstreets. Jest to najpiękniejsze miejsce w małym miasteczku, w którym mieszkam - Irin.
Spojrzałam na zegar. Dochodziła godzina 7:30. Zamierzałam wstać, ale moją uwagę zwrócił tytuł artykułu: "Miasteczko Irin zamienia się w piekło". Zmarszczyłam brwi i przeczytałam artykuł.
W Irin dotychczasowy spokój zaburzyło porwanie 7-letniej dziewczynki - Hani Wesley. Zostały wszczęte poszukiwania nieletniej. Ostatnio widziano ofiarę w Parku Narrowstreets. Według światków porywacz był uzbrojony...
Rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie odłożyłam gazetę i ruszyłam w stronę wejścia. Otworzyłam i zobaczyłam Zoey - moją młodszą siostrę. Była ubrana w białą bluzkę na ramiączka, granatowe szorty i trampki. Spojrzała na mnie przechylając głowę. Spojrzałam w lustro, które wisiało obok mnie. Byłam ubrana w jasnoróżowy szlafrok, włosy były poczochrane i związane w kucyk. Postanowiłam zignorować swój wygląd. Odwróciłam się do Zoey, odsunęłam się i gestem zaprosiłam ją do środka.
- Cześć Zoey. Coś się stało? Gdzie rodzice?
- Mama jest u babci a tata w pracy - weszła do środka rozglądając się dookoła. - Postanowiłam cię odwiedzić. Stwierdziłam, że za mną tęsknisz. - mówiąc to uśmiechnęła się złośliwie.
- Napijesz się czegoś? - zapytałam zamykając drzwi.
- Nie, dziękuję. Możemy pogadać?
- O co chodzi? - usiadłam przy stoliku w kuchni gdzie leżała gazeta.
- Ostatnio mam problemy w szkole.
Zoey chodzi do 5 klasy podstawówki. Zawsze się dobrze uczyła, była zorganizowana. Jednym słowem była idealna - śliczna i mądra.
- Coś nowego. - stwierdziłam z uśmiechem stukając paznokciami w filiżankę z kawą.
- Dziewczyny z mojej klasy śmieją się, że.. jakby to powiedzieć.. Odstaję od reszty.
- Zazdroszczą ci i tyle - powiedziałam upijając łyk kawy. - Jesteś ładna i inteligentna. Nie każdy może się pochwalić tymi cechami. Najlepiej nie zwracaj na nie uwagi. Kiedyś im się znudzi.
- Myślisz? - powiedziała spoglądając w okno.
- Wiem co mówię - złapałam ją za rękę i spojrzałam w jej jasnoniebieskie oczy. - Uwierz mi. Czy kiedyś cię okłamałam?
- Nie, chyba nie - zatrzymała wzrok na mnie. - Muszę już wracać Mary. Mama się pewnie martwi.
- Może cię podwieźć?
- Nie trzeba. Przejdę się. - poinformowała, wstała i ruszyła do drzwi.
Odprowadziłam ją do wyjścia. Zerknęłam na zegar przechodzą koło kuchni.
- 8:23.. - wymamrotałam sama do siebie.
Wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy białą podkoszulkę, szary sweter i dżinsy. Weszłam do łazienki, ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Rozczesałam kasztanowe włosy. Sama nie wiedziałam czy powinnam się martwić sytuacją Zoey. Nie podobało mi się, że została wyśmiana i odrzucona. Jednak była w szkole. Przecież jest bezpieczna. Prawda? Sama nie wiem co o tym myśleć. Dzieciaki w XXI w. są mało tolerancyjne, zazdrosne i robią głupie dowcipy innym. Oczywiście nie przeszkadza im, że są w szkole. Zakładałam buty - białe adidasy, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałam. To była Kate.
- Cześć Mary. Z tej strony Kate. Czekam na ciebie w parku. Przyprowadziłam kogoś, kto chce cię poznać.
- Powinnam się bać? - zapytałam ze śmiechem.
- Hmm... raczej nie. Jest bezpieczny i przyjazny. - usłyszałam jak chichocze.
- Zaraz będę. Wychodzę z domu. Daj mi 5 minut. - powiedziałam szukając kluczy w małej torebce.
- Dobrze. Czekamy. Do zobaczenia. - powiedziała rozłączając się.
Zamknęłam drzwi, schowałam klucze i wsiadłam do samochodu. Wyciągnęłam ze schowka przeciwsłoneczne okulary. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę parku.
Kate czekała na mnie w naszym ulubionym miejscu. Białą ławkę otaczały płaczące wierzby. Był też mały staw, na którym pływały kaczki. Uśmiechnęłam się i przyśpieszyłam kroku, gdy Kate mnie zauważyła.
- Nareszcie. - powiedziała przytulając się do mnie.
- Nie mogłam być wcześniej. Zoey mnie odwiedziła i nie mogłam jej tak po prostu wyrzucić z mieszkania. - tłumaczyłam się.
- To bez znaczenia. Ważne, że jesteś. A to - wskazała na chłopaka opierającego się o drzewo. - jest Adrian. Adrian, to jest Mary.
Miał kasztanowe włosy - podobne do moich, i piękny uśmiech. Ubrany był w białą koszulę i dżinsy. Na ręku miał zegarek.
- Miło cię poznać, Mary. - powiedział z uśmiechem, całując mnie w rękę.
- Mi ciebie również. - odwzajemniłam uśmiech i wyciągnęłam rękę z jego uścisku.
- Adrian też tańczy - zwróciła się do mnie Kate. - Dlatego chciał cię poznać.
- Naprawdę? - spojrzałam na chłopaka, który znów stał oparty o drzewo.
- To chyba nic dziwnego, prawda? - zapytał z nonszalanckim uśmieszkiem.
Poczułam wibracje w tylnej kieszeni dżinsów. Wyciągnęłam komórkę, nie znałam tego numeru. Odebrałam.
- Słucham. - powiedziałam.
Nikt jednak nie odpowiedział.
- Halo, jest tam ktoś? - spróbowałam ponownie nawiązać kontakt z rozmówcą.
Zdenerwowana rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
- Kto to był? - spytała Kate.
- Nie wiem. Pewnie jakieś dzieci robią sobie żarty.
- Wątpię. Słyszałem już o takich przypadkach. Osoby, które odbierają takie telefony, znikają bez śladu.
- Przestań - skarciła go Kate. Złapała mnie za ramię. - To na pewno jakiś dowcip.
- Tak. To na pewno dowcip.
A co jeśli Adrian miał rację? Niedawno zaginęła dziewczynka. A jeśli to prawda i jestem w niebezpieczeństwie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz