niedziela, 31 maja 2015

Rodział 4

   Z całych sił waliłam w drzwi samochodu. Nie widząc rezultatów, kopnęłam drzwi. Moją kostkę przeszył ból.
 - Szlag. - zaklęłam pod nosem, złapałam się za kostkę i rozejrzałam.
   Moją uwagę przykuł nóż leżący od strony pasażera. Bez zastanowienia chwyciłam go i próbowałam otworzyć drzwi. Nie jestem najlepsza we włamaniach. Zdenerwowana rzuciłam nożem w szybę. Nie mogłam się poddać. Usłyszałam trzask i deszcz kawałków szkła spadł na trawnik. Szybko przeszłam przez okno samochodu zapominając o bólu. Upadłam na trawnik. Było chłodno i ciemno. Usłyszałam czyjś głos. Mężczyzny.
 - Nie wiesz, że lepiej nie stawać mi na drodze?
    Spojrzałam w stronę dochodzącego głosu. Adrian. Musiałam mu pomóc. Przejechałam szybko ręką po trawie.
 - Jest. - szepnęłam sama do siebie.
   Chwyciłam nóż i wstałam. Zakradłam się do napastnika. Lekko kucnęłam i rzuciłam się mu na szyję. Nóż przyłożyłam do jego krtani i czekałam. Mężczyzna nie spodziewał się ataku tak samo jak Adrian. Stał i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.
 - No zrób coś idioto! - wrzasnęłam.
    Adrian się otrząsnął i stanął przed mężczyzną.
 - Witaj i żegnaj, Mark. - powiedział i wbił mu nóż w serce.
    Zeskoczyłam z Mark'a w momencie kiedy jego ciało osunęło się na ziemie. Patrzyłam na drgające ciało. Zemdliło mnie. Poczułam, że moje nogi się pode mną uginają. Upadłam. Można tak powiedzieć bo w ostatniej chwili Adrian stanął za mną i przytrzymał mnie.
 - Nic ci nie jest? Możesz iść? - zapytał.
 - Wszystko w porządku.
   Spróbowałam stanąć o własnych siłach ale znowu upadłam.
 - Grawitacja chyba cię lubi. - zaśmiał się Adrian i wziął mnie na ręce.
   Delikatnie położył mnie na tylnym siedzeniu. Wyciągnął z bagażnika koc i przykrył mnie. Usiadł za kierownicą. Silnik było odpalony.
   Przez całą drogę powrotną nie rozmawialiśmy. Widziałam tylko jak od czasu do czasu zerka na mnie w lusterku. Pod koniec drogi poczułam zmęczenie. Ból w kostce powrócił. Czułam jak głowa mi pulsuje. Chwilę później zemdlałam.

***
 
 - Mary, wstawaj.
    Otworzyłam oczy i kilka razy zamrugałam, zanim moje oczy przyzwyczaiły się do światła. Usiadłam ale chwilę później pożałowałam mojej decyzji. Ból głowy nasilił się a przed oczami miałam tylko ciemność.
 - Gdzie jestem? - wykrztusiłam łapiąc się za głowę i zaciskając powieki.
 - W domu. Myślałem, że śpisz ale za nic nie mogłem cię obudzić.
 - Moja kostka... - wymamrotałam przypominając sobie wydarzenia z nocy.
 - Opatrzyłem ją. Była spuchnięta. Dobrze się czujesz?
 - Tak, nie.. nie wiem. Głowa mnie boli. - powiedziałam i otworzyłam oczy. Przede mną kucał Adrian. W jego oczach widziałam troskę. Ręce trzymał mi na kolanach. Jego dotyk koił moje podrapane kolana.
 - Przynieść ci jakieś leki?
 - Są w kuchni. Górna szafka zaraz przy drzwiach.
    Adrian wstał i wyszedł z sypialni. Opadłam na łóżko. Patrzyłam na śnieżnobiały sufit. Kim był ten mężczyzna? Czego chciał ode mnie i od Adriana? Skąd w ogóle Adrian znał tego mężczyznę? Było wiele pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Adrian. On mógł mi to wszystko wyjaśnić. Może zachciałby mi powiedzieć o co chodzi. Odkąd poznałam Adriana moje życie się zmieniło. Za bardzo. Już nie byłam tą samą Mary - szczęśliwą, pełną optymizmu i radości. Ona już nie wróci. Moje życie może się skończyć w każdej chwili. Zawsze tak było ale nie odczuwałam tego. Teraz wiem, że mogę umrzeć jutro rano, wieczorem, za tydzień... Nie mogłam czuć się bezpiecznie kiedy na każdym kroku spotykałam bandytów...
    Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że w drzwiach stoi Zoey.
 - Mar... wszystko w porządku? - zapytała ze strachem w głosie.
 - Tak. Wejdź Zoey. Coś się stało?
 - Nie. Martwię się o ciebie. Ostatnio się zmieniłaś. - stwierdziła siadając obok mnie.
    Śmieszne. Nawet moja siostra, z którą rzadko się spotykam widzi, że dzieje się coś złego.
 - Wydaje ci się. Jestem... po prostu zmęczona. Ostatnio nie mogę zasnąć w nocy. Nie musisz się martwić. Właśnie, jak tak w szkole? Nadal ci dokuczają?
 - Czasami. Staram się je ignorować ale jest ciężko.
 - Nie wątpię. Też przez to przechodziłam. Uwierz, twoja cierpliwość będzie wynagrodzona. - mrugnęłam do niej z uśmiechem.
 - Mam nadzieję - odwzajemniła słaby uśmiech i spojrzała mi w oczy. - Pamiętaj, że jeśli się coś stanie, chcę być pierwszą osobą, która się o tym dowie.
    Widziałam w jej oczach powagę. Taka młoda a taka opiekuńcza. Jest po prostu idealna.
 - Obiecuję. - powiedziałam.
    Usłyszałam dźwięk, który przypominał tłuczenie szkła. Zerwałam się na równe nogi i, zachowując czujność, zakradłam się do holu.
 - Cholera. - powiedział Adrian.
    Wślizgnęłam się do kuchni i zobaczyłam jak zbiera kawałki talerza z podłogi.
 - Co tu się dzieje? - zapytała Zoey próbując mnie minąć.
    Stałam w drzwiach i patrzyłam na... kobietę. Stała w rogu kuchni i patrzyła na Adriana. Nagle podniosła wzrok na mnie. Uśmiechnęła się i rozpłynęła w powietrzu. Moje usta otworzyły się automatycznie. Czułam jak moje nogi się uginają. Znowu widziałam tylko ciemność. Ktoś mnie wołał i coś mówił ale słyszałam to jakbym była pod wodą. Cofnęłam się i poczułam ścianę. Osunęłam się na podłogę.


Brak komentarzy: